Ostatnio zwracam bardzo dużą uwagę na to, co ląduje w moich garnkach, na patelni oraz co zamieszkuje w lodówce. Staram się, żeby na talerzu pojawiały się różnorodne, kolorowe dania. Odkrywam nowe rodzaje kasz, testuję różne warzywne połączenia, a mój Youtube w polecanych wyświetla mi już głównie Vegan Recipes. To o czymś świadczy. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie nagła zmiana punktów zaopatrzeniowych z polskich na szwajcarskie. Wydawać by się mogło, że przecież tutejszy (szwajcarski) klimat, umiłowanie natury i wysoki poziom opieki zdrowotnej (tak słyszałam) powinien sprzyjać zdrowym nawykom żywieniowym. Tymczasem moje dotychczasowe wycieczki do sklepów (sieciowych supermarketów z jedzeniem, bo tylko na takie możemy sobie na razie pozwolić) kończą się zazwyczaj bolesnym rozczarowaniem. Przejdźmy do sedna. Pieczywo Życie od tygodnia na dmuchanych bułkach, pszennych chlebusiach udających żytnie oraz chałkach (a wszystko to kosztuje niemało) bardzo daje mi się we znaki. Prze...