Mam przemyślenia, z którymi biję się przez ostatni miesiąc. Instagram to dla mnie świat pięknych obrazków, poukładanych od linijki światów, rzucanych niedbale listków (taa), świeczuszek, kawuni i kociaków, ale też zarazem Instagram to drzwi do konsumpcjonizmu, chciejstwa, uzależenienia od posiadania. Gdy pewnego razu widząc kubek w sklepie zaczęłam się zastanawiać, czy go kupić (bo będzie ładnie wyglądał na Instagramie), to rozsądek uderzył mnie w czoło. Popukał mnie w głowę i naświetlił parę spraw. Nie potrzebuję nowego kubka. Nie piję kawy. Gdy go ułożę na świeżo pościelonym łóżku, to na pewno zawartość rozleje się na pościel. Dlaczego u mnie to tło jest zawsze takie niewyraźne? Dlaczego nie potrafię się skupić na jakiejś spójności? Jutro będzie padać, więc i tak nie będzie dobrego zdjęcia. Przydałaby się do tego kubka miseczka z owsianką, a ja nie mam malin i borówek ---> trzeba kupić maliny i borówki (?!) Przydałyby się jakieś inne gadżety - skąd ja je wezmę...