Przejdź do głównej zawartości

Powitanie na blogu

Miło mi Was powitać na moim blogu!


Jak sama nazwa bloga wskazuje, jestem osobą, która stara się zawsze robić coś lepiej, piąć wyżej i jeśli życie nie stawia przede mną wyzwań, sama ich szukam. Osiadanie na laurach to coś, czego bardzo się boję i unikam za wszelką cenę. 

Jestem typem myślicielki, która cały swój wolny czas poświęca na obserwację i analizę otaczającej rzeczywistości oraz poszukiwanie okazji, aby uczynić życie jeszcze lepszym. 

Uznałam, że przyda się miejsce, w którym będę mogła uwiecznić swoje spostrzeżenia, inspiracje i obserwacje. Zeszyt i długopis nie wydały mi się odpowiednim nośnikiem myśli w tym przypadku (choć jestem ogromną fanką prywatnych pamiętników). 

Blog jest zatem próbą segregacji myśli na temat dzisiejszego świata, ludzkich wartości, jak i samego szczęścia, do którego wszyscy dążymy.

Nowy wpis pojawia się minimum raz w tygodniu (w piątek), ale z reguły częściej, bo bardzo trudno odgonić mnie od pisania :) Miłej lektury i mam nadzieję, że każdy znajdzie tu choć kawałek siebie, bo tak naprawdę nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni.







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ByleJAKOŚĆ

Jeśli stojąc włożysz do ust kostkę czekolady i zapijesz ją łykiem gorącej wody, to tak jakby właśnie wypiłaś gorącą czekoladę, prawda?






Ostatnio często godzę się na taką bylejakość właśnie. Byle szybciej, byle dalej, byle z głowy. Czy ja naprawdę chcę mieć wypicie herbaty/gorącej czekolady z głowy? Odhaczyć i pójść dalej? Wiecie co, może i chcę?

Tłumaczę się brakiem czasu, nawałem obowiązków. Niedługo kataklizmy w odległej galaktyce uniemożliwią mi zjedzenie obiadu. "Bo przecież tam jest gwiezdna burza, zatem jak ja mogę tutaj spokojnie jeść te ziemniaki?!" Zawsze znajdzie się dobra wymówka, żeby zamiast kolacji zjeść pierniki. "Przecież to pranie samo się nie poskłada!", "Nie wiem, co mam zjeść, nic nie ma w tej lodówce, za dużo roboty z tym włączaniem piekarnika!"

Dni coraz bardziej zaczynają przypominać stronę z kalendarza z okienkami do odhaczania.

matko, ale wcześnie, czy ja naprawdę muszę już wstać?śniadanie lub cokolwiek, co można zjeśćdrzemka, Insta…

Walka z pokusami

Dzisiaj pół dnia spędziłam na przeglądaniu ofert kalendarzy adwentowych z kosmetykami. Analizowałam wszystkie wersje i marki dostępne na okolicznych rynkach i wcale nie ograniczałam swojego wyboru do Polski.

Dookoła mojej głowy jak wredna mucha krążyła jednak myśl: "Ostatnio używasz tylko naturalnych kosmetyków. Po co Ci 24 niespodzianki, spośród których tylko 2-3 będą miały skład, który Cię zadowoli? Po drugie: nie znasz zapachów tych kosmetyków (a w takich kalendarzach często są próbki perfum, kosmetyków do kąpieli, balsamów). Po trzecie: gdy stwierdzisz, że połowa i tak się do niczego nie nadaje, co Ty z tym wszystkim zrobisz? Wyrzucisz wydane pieniądze?"

Nie dało się przegonić tej wrednej muchy żadnym sposobem, choć próbowałam.

Jakie metody zastosowałam?
a) udawałam, że jej nie słyszę;
b) zagłuszałam ją jedzeniem;
c) robiłam przerwę na coś innego i dopiero po jakimś czasie wracałam przed ekran komputera;
d) wmawiałam sobie, że ja naprawdę potrzebuję jednego z tych kalend…

Ranne ptaszki

Słowo „ranne” ma dwa znaczenia, prawda? Przypadek? Nie sądzę ;)
Latorośle mają to do siebie, że czasem budzą nas o dziwnych porach. Zazwyczaj nie jest to jednak 13, tylko np. 5 rano. Dzisiaj była to 5:54. Gdy latorośl zdecyduje jednak, że to tylko próbny alarm i wraca do łóżka spać, to ja wtedy mam dylemat. Wyjścia są dwa: 1)jak najszybciej wtulić głowę z powrotem w poduszkę i próbować zasnąć (z reguły kończy się to zaśnięciem, któremu towarzyszą koszmary, np. ostatnio gryzł mnie krokodyl w takim porannym śnie). A gdy już faktycznie się znów obudzimy po, tym razem, prawdziwym alarmie latorośli (zapewne przed 7), to jestem najbardziej niewyspanym człowiekiem świata 2)jest jeszcze drugie wyjście - wstajemy! I tak już jestem rozbudzona, więc wielkiej krzywdy nie ma, jednak po rachunku godzin snu, którego pospiesznie dokonuję na palcach jednej ręki, wydaje mi się, że to trochę głupie nie dać sobie jeszcze 37 minut więcej (nawet jeśli z koszmarami)
Dzisiaj wybrałam wyjście nr 2, kalkulując,…